A oto on, w całej okazałości! Był główną ozdobą wigilijnego stołu.
Kilka dni przed świętami trafiłam do uroczego miejsca, które niedawno pojawiło się w pobliskim miasteczku. Jest to tradycyjna wędzarnia, gdzie można nabyć świeżo wędzone węgorze, pstrągi, sumy, jesiotry itp. Jest to dość nietypowe zważywszy, że mieszkam w okolicach Poznania. Podczas miłej rozmowy z właścicielem okazało się, że ryby sprowadza z Kujaw i chętnie sprzeda również świeże okazy. I tak w moje ręce trafił ten przystojniak ze zdjęcia :-) Przewertowałam wszystkie możliwe książki, nawet te stuletnie, w poszukiwaniu idealnego przepisu, jednak nie mogłam się zdecydować. Chciałam czegoś prostego, tak aby dodatki nie zdominowały smaku ryby, którą miałam jeść po raz pierwszy. Posłuchałam więc Pana z wędzarni i zapakowałam na noc jesiotra do solanki. A później tylko upiekłam. Tak więc było jednocześnie prosto i bardzo wykwintnie! A smakowało wyśmienicie!









